wind2013 | e-blogi.pl
Blog wind2013
Nutki duszy... 2018-04-20

Słodkie, cudowne, rozedrgane i nieodgadnione
Jakże one płyną, jak delikatnie mnie upajają
Przenoszę się do ich świata, zdejmując maski
Jedną za drugą odrzucając, by śnić
Marzyć i nie chcieć się więcej obudzić
Pić małmazję z kielicha wiary w metamorfozę
W jej czar się zanurzyć i nie wracać
Lekkim, niewinnym stać się już teraz
Dziecinny uśmiech do swej twarzy przyklejając
By śmiać się, czuć, kochać bez miary
Jakże jestem szczęśliwy, tak bardzo, jak nigdy dotąd
Przestałem błądzić, gdyż jestem u celu
Na karnawałowym balu, bez afrodyzjaków, bez alkoholu
Sam, pośród widowni bez skazy
Zrywam kwiat, który sięgnąć tu tylko mogę
Płaszcz ostatni zostawiwszy w szatni, na deszczu stoję
Tak, nie chcę stąd wracać
Na ziemi, nie ma dla mnie miejsca
Na ziemi żyć się boję


Retrowyzwanie... 2018-04-19

Tym, którym los nie skąpił trudnych zakrętów
Opowiem krótką historię „życia”
Nie mogąc nazbyt oddalić się od meritum
Pragnę wyznać, że kochałem
Tu, przed Wami przysięgam!
I jak każdy z nas, mógłbym określić to banałem
Niech nikt jednak nie sądzi, iż dziś zapał we mnie wstąpił
Było to, jakby przedwczoraj…
Nie pomnę, nie pamiętam, ale wiem, że od dawna
Tak wielce poważnie nie traktowałem innej niewiasty
Diabeł mnie opętał, albo inne zwierzę?
Czym jest pole pełne pąsowych róż?
Czym lawendowe wzgórza, przy moim afekcie
Niech zdechnie we mnie czart, jeśli kłamię
A jeśli onegdaj, czarną polewkę serwowano
Tak i ja stwierdzam, że srebrzysty nóż, przed oczyma mi błyskał
Niczym krwawiącą ranę, jednym ruchem rozerwał
Jednym ciosem w serce, tym samym w brzuch
Do dziś siecze, za nic nie przestał
Jak kochałem, tak kocham
Na nic lamenty, abym przestał…


Cisza wisielca... 2018-04-12

Mój Edenie,
Najcudowniejszy i najpiękniejszy pośród kochanych
Tyle razy żegnałem się z Tobą, na grani całkiem nagi stając
Tyle chwil mi podarowałaś, ileż łask otrzymanych
Nagminnie przeze mnie odrzucanych
Zamiast chcieć, a potem wziąć, po prostu wziąć
W najgłębszą czeluść egoizmu się zapadając
Odrzucałem,
Do ideału dążąc
Sam od wzorca, na potęgę odstając
Dziś ?
Nie umiem niczego, po prostu nie chcę chcieć
Nie czuję nic, ponieważ chcąc kochać, jestem martwy
Można na imię mieć 40 i cztery, na drugie zaś Nemo
Dlaczego miałbym chcieć, skoro jej nie ma
Milion razy wypowiedziane dlaczego
A może jeszcze razy sześć?
Mój Edenie,
Nie śmiem spojrzeć Ci w oczy
Nie śmiem prosić
Lecz dziś, daj proszę, raz jeszcze szansę
A Ty- Panie, daj mi siłę
Abym, drogę na skróty wybierając
W przepaść czarnej śmierci nie skoczył
Proszę…


Przydrożny głaz... 2018-04-09

Żelazną Damą, prawdziwie pancerną duszą ostałaś
Jam, przy Tobie, człek słaby, nieśmiały
Opuściwszy swój erem, w przypływie szczerej miłości
Pożeglowałem, wydawać się mogło, w dobrym kierunku
A może, pokochasz mnie właśnie
Nie odprawisz ku słońcu
Stąpam obłąkańczym wzrokiem po niebieskiej linie
Wdycham to, czym inni oddychają
I nim ostateczna nastanie chwila, zerwę się
Do nurkowego lotu…
Ku Ziemi…
Ku bezkresnej głuszy, zamknąwszy uprzednio oczy
Nie dostrzegając wszystkiego
Karmiony zwidem
Oddałem serce, nie będąc kochanym
Dziś pełen żalu utopionego w szaleństwa drobinie
Żyję…na pograniczu piekielnego raju
Raz wstąpiwszy w szeregi armii upiorów
Nie mogąc anielskich szat przywdziać ponownie
Jednym haustem kielich śmierci przechyliwszy
Awansowałem w gronie słupich samobójców
Na nic praca tysiąca doktorów, skłonnych
By raz na zawsze z oddychania, właśnie mnie uleczyć
Zagmatwawszy swą historię bez przyszłości
Rachując w duszy, jak zwykle, za i przeciw
Codziennie gasząc swą świecę, myśląc, że ostatnia
Czarną krwią szklanicę wypełnioną wypiłem
Stając się przydrożnym głazem, przydrożnym drzewem
Bez wskazówek, bez drogokwskazów
By gnić…aż do życia śmierci


Wspomnienie... 2018-04-07

 


Stąpałem obłąkańczym wzrokiem po niebieskiej linie
Zadowalałem się tym, czym inni oddychają
I nim ostateczna chwila przeminęła, zerwałem się
Do nurkowego lotu, ku Ziemi
Zamknąwszy uprzednio oczy, szybując ku bezkresnej przestrzeni,
Dziś dopiero to widzę…
Dostrzegam, czym byłem karmiony
Jakąż strawę chłonąłem…
Oddając serce, ustawicznie ranionym
Małmazją ułudy popijając kolczasty kamień, za kamieniem
Cios za ciosem przyjmując, z dumy całkiem wyzuty
Mimo tego kocham…
Cudownych oczu, iskierek wspomnienie…


Płoń przeszłości, płoń... 2018-04-06

Enfant terrible zawładnęło ponownie mą duszą
Zgasiwszy mikroskopijny ogarek prawości, nie idę ku światłu
Porwany przez Waltz of Roses, wiruję niczym ćma wokół umarłej lampy
Włożywszy na zawsze swą starą maskę
Niczego już nie chcę, niczego nie muszę…
Będę żył, na przekór sobie
I gdyby, pewnego dnia przyszło stanąć z rachunkiem przed bramą piekieł
Sam do ognia dorzucę
Smaż się Piotrze
Spal swe serce, spal na popiół
Niczego już nie chcę, niczego nie muszę…
Najszybciej, na ile to możliwe
Upodlę się, aż do cna, aż do tchu ostatniego
Na ścieżkę zwierzęcą, w ramach autolekarstwa powrócę
Nie tę, to tamtą tabletkę zażyję
Wszystko jedno, gdzie rano się obudzę, albo zmysły ocucę
Zwariuję, aby nie zwariować
Niczego już nie chcę, niczego nie muszę
Do ognia piekielnego swe ciało dorzucę
Na szczęście
A kiedy swe wszystkie wole spełnię, aż do tej ostatniej
Egoistyczny toast ku chwale choroby wzniosę
Mam nadzieję, że zadowolę, nie tylko swoje rządze
Na pohybel Tobie, na pohybel sobie
Rzuciwszy kamień za plecy
Do żywych, jako starzec powrócę
Niczego nie chcąc, ponieważ już niczego nie muszę


Słodkie wspomnienie... 2018-03-24

Powierzam Ci serce i pierwej uschnę na wiór, niźli porzucę
Tak bardzo tęsknię, tak wielce, iż nie opiszę
Słów brakło, inkaustu z krwi nie stało
A ja wciąż myślę, wciąż czuję
Niechaj wszystko się stanie, co stać się miało
Niech ptaki swój szczebiot wzniosą ku niebu
A ja wciąż myślę, wciąż czuję
Nie umiem zapomnieć i zamiast burzyć, jestem...
Szczęście moje …


I kiedy udając myślę, wiem, że jej już nie ma…
Tak bardzo chciałbym chwycić chwilę…
Zanim, dzień przyoblecze się w szaty nocy…
Parę żyć jeszcze przeminie, a ja na głos wypowiem – To Ona
Niczym trybik w potężnej maszynie, poruszany wciąż siłą inercji
Wsłuchawszy się we własny oddech, jakże krótki, płytki, nietrwały
Wyciągnąwszy dłoń, w nierozsądku poniewierce
Żadnej odpowiedzi, żadnego słowa
Żebrakiem jestem
Nic więcej…


Nie wyrzekłszy litery, ni krzty łzy nie utoczywszy
Granitową puncą odciskając w sercu swoim przestrogę
Na znak, iż ogień już wygasł lub nigdy go nie było
Jednym pstryknięciem palców, jakże mi słodkich
W ostatnią Ikara wyprawiłaś mnie drogę
Ku Słońcu


... 2018-03-22

Nieistniejący świat, pogrążając mnie w swych szponach
Czasem wypluwa, z czeluści żalu
Tak, nie oznacza tak, a nie, nie, którego niema
Można rzec, żyję tylko na swych kartach
Na dobre, w niedomkniętej jeszcze księdze
Krainie samobiczowania, diabelskim raju
Les Reflets du Silence, są mym prawdziwym światem
Słodycz ukojenia, powalająca na kolana każdego frustrata
Jestem, a jednak już mnie nie ma
Nie chcę już walczyć, nie chcę kochać
A jednak kocham
Aż do zapomnienia…


Ostatnie pytanie... 2018-03-21

Nie z dziesięcioleci, nie z lat, miesięcy, nie z dni…
Jak błysk, grzmot, albo świetlna efemeryda
Bytność człowiecza, niczym sekunda nieposkromiona
Na tle wszechświata, jak gramofonowa płyta
Zdarta do granic swych możliwości
Wiecznie odtwarzana, znudzić się nie może?
Ja, powiadam Wam, już nie chcę…
Dłużej nie mogę, bezsensownie trwać, czekając na miłość
Nie ma we mnie tej siły…
Tymczasem, odstawiwszy na bok wypalony ogarek
W bezradności głodu wobec braku codziennej strawy
Nawet w nocy, w sen o życiu nie zapadłszy
A w szczególności, swej tęsknoty za Nią, nie ukoiwszy
Klękam ustami, z odwiecznie zadawanym pytaniem
Czy to już, czy czas na podróż, skąd tylko Jeden powrócił
Nagrody nie będzie, raczej w potępieniu zostanę unurzany na wieki
Lecz, po cóż czekać i na kogo?
Dla wszystkich stanie się lepiej, gdy przemknąwszy między skałami granitu
Czmychnę cichutko, samotnie, nie odebrawszy nikomu, tego co nic nie warte
Drzwi zatrzasnąwszy ostatecznie za sobą
Tam wreszcie zapytam…
Może znajdę bratnią duszę, w krainie niebytu?
Na resztę piekielnego czyśćca
O niebo lepszego
Od życia na Ziemi


Śpij... 2018-03-16

Dobrej nocy, śpij…ukochana, nie martw się…
Jestem…
Śnij,... niech Cię księżyc, Słońce moje, ukołysze…
Niech ta noc, tylko naszą, na zawsze pozostanie
A ja, kiedy me serce Cię znowu usłyszy
Do walki zza grobu wstanę i do żywych powrócę
By móc Cię wielbić, kochać ponad wszelką miarę
By dotykać oddechem...
I kiedy, nie oglądając się na nikogo i na nic
W spiżowej miłości ofiarowany
Do Ciebie powrócę, mówiąc...
Jestem...
By trwać…razem...


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]