wind2013 | e-blogi.pl
Blog wind2013
Moja iskierka... 2018-01-18

Diamentowy strumyk, raniąc mą twarz
Niczym miłość, skrywanym pragnieniem
Można rzec, cóż, może ostatni raz?
Erato - najsłodsza, byłaś mym uniesieniem
I gdyby przyszło znów dźwignąć ów ciężar
Jakże radosną była by owa chwila
Napiąwszy mięśnie, jak posąg bym stężał
Cierpię, choć nadal jesteś mi miła
Wysupławszy z trzosu ostatnią monetę
Skłonnym będąc postawić wszystko na czarne
Wszak żyję jeszcze... i nie odszedłem
Zawodu będąc synem wciąż marnotrawnym
I aby intencję w realnym świecie urzeczywistnić
Składam swój los dziś w Twoje dłonie
Niewinne, kiedyś dla mnie tak dobre przecież
Powoli umieram, codziennie tonę…


Cóż? Namalowałem ostatnią strofę
Inkaustu nie stało na lżejsze myśli
Podążam drogą donikąd, Ty idź w swoją stronę
A gdybyś zapomnieć miała
Wiedz, że kochałem
Kochałem nad życie
Wybacz, słowa utknęły w gardle …
Nie chcę już pisać…
Nie umiem...
Nie mogę…


Fortepian starca... 2018-01-13

Perłowo czarne tony, wypełniwszy radością
Nie tylko mą duszę
W błogie piano sączące szept miłości
Nagością surową płynące strofy, urzekły mnie
Przyznać muszę…
Szerokim strumieniem wlanym wprost w serce


Biegnąc w otchłań nieznanej bliżej przyszłości
Sprawiły, iż stałem się wolnym człowiekiem
Wolnym, wszak nie oznacza szczęśliwym
Pielęgnując ból utopiony w swej samotności
Stały się mym tajemnym i pełnym jadu lekiem
Antidotum na starczą chorobę 


Co jeszcze? 2018-01-01

Nieznośna cisza, pustka poruszana bezgłośnym szeptem
I nicość, zatopiona w samotności
Czym może stać się lustro, co może być lepsze?
Autoportret bez wyrazu, myśli niczego nieoznaczające
A może to tylko serce, rwie się by kochać
Choć troszkę, co jeszcze?
Co może spotkać ducha opery?
Niczego nie rozumiem, tak tu zimno, szaro
Zimny pot na mym karku
Strach, niepewność, co jeszcze można zrobić?
By nie zwariować
Co jeszcze… 


Pecunia non olet... 2017-12-26

Stając dumnie (?) przed zwierciadłem losu
Patrzę, lecz, czy na jego dnie, już teraz dostrzegam siebie?
Karykaturą będąc, czy raczej dopiero nią się stanę?
Zaczerpnąwszy z samej nicości, rozsupławszy uprzednio rzemień
Sięgam wprost do piekła trzosu
Tak, by kupić, nazbyt może nie przepłacając, swe judaszowe rozgrzeszenie
Moneta zdawkowa - płacidło, lichej proweniencji raczej okazać się może
Srebrniki zdrajcy, … tymczasem, uklęknąwszy prawie
Przytłoczony niecnymi uczynkami, ustać na nogach nie mogę
Nie chcę…, krzyżem obarczonym będąc
A może to raczej przywilej, … rzucam się wprost na ziemię
W jutowym worze, skomląc o win darowanie
Nie oddycham, czekam na łaskę
Łza…
Leżę…


Carpe diem... 2017-12-26

Rozpostarłszy ręce i rozłożywszy przed sobą dłonie
Codziennie, staram się z całych sił, chwytać chwile
Tak bardzo chciałbym kochać
Tymczasem, krążąc jak pielgrzym we mgle misternej i nieprzeniknionej 
Wiedząc, że wciąż, bez ustanku, bez tchu, gonię swój cień, myślę…
Tak, jestem pewien - wolę być, niż mieć, choć z mym bagażem wspomnień
Zanurzam się coraz głębiej i głębiej…
Z każdym dniem, oddechem, strofą, literą …po prostu tonę
A jednak, mam słabą „silną wolę”
By żyć…


Pół ćwierci... 2017-12-18

Tyle prawd, ile ziaren piasku na pustyni
Tyle krzywd, ilu ludzi chcących krzywdzić innych
Ten tylko, pół ćwierci dobra gotów jest czynić
Worek kamieni uprzednio odrzuciwszy
By własne winy odważnie przypisać sobie
Lecz, czy odwagi ostało się we mnie choć trochę
Przyzwoitości, blamażem nieunurzanej, niezakrytej
Myśli ku niebu wysławszy
Jednym gestem wstydu nieco uszczupliwszy
Swym ego, tak do tej pory ponad miarę rozbuchanym
Z fałszywej dumy wyzuty na zawsze
Ruszam bez zbędnej zwłoki, w ostatnią drogę
Aż ku życia kresowi, miary przekleństwa śmierci
Wystruganą z losu piszczałką gram Mariage D`amour
Czyż nie jest cudownym odkryciem, odkrywanie cudu?
Tak, nastrajają mnie do tego kropelki wystukujące melodię na szybie
Nutki, które porażają mózg, wyrywają serce
Kocham je aż do bólu, ku rozpaczy, ku rozterce innych
Nie zamierzam nadal żyć, tak jak żyłem wcześniej
Niech rozpadnie się świat,
Ten tylko, pół ćwierci dobra gotów jest czynić
Kto żył za życia, ...nie kłaniał się śmierci


Jak ja…


nocturne op. 9 no. 2 2017-12-02

Niech gra muzyka, niech szeleszczą źdźbła trawy
Niech lekko, zwiewnie smagane palcami klawisze
Nucą pieśń niezwykłą, cudowną, powabną
A ja, coraz głębiej zanurzając się w niej, przed światem umykam…
Wprost ku słodkiej przepaści
Niewymownie wdzięcznym będąc,
Iż mam ten przywilej, by sercem słuchać
Zatracając się na zawsze i całkowicie
Żadnej, najcichszej nawet nutki nie omijając, nieśmiało szepczę:
Tak, jestem szczęśliwy, że to co dla innych niezrozumiałe
Ja, stając na rozchwianym rozterki piedestale
Najzwyklej...słyszę
I za to, Panie, najuniżeniej Tobie się tylko kłaniając…


Dziękuję


Historia zabijania... 2017-11-26

Tylko raz, jeden raz zaczerpnąć tchu, bez opamiętania
Tylko raz zatrzymać potok myśli
I gdyby nie owa muzyka, jątrząca wnętrzności
Na miarę orkiestry, sztuka samouczłowieczania
Dziś, bez partytury, bez jakichkolwiek nut, mówi
Byłbyś człowiekiem, na miarę trwania
Choćby stojącym obok miłości
Tymczasem, wskazówki słonecznego zegara
Zasłoniwszy dwunastą godzinę
Każdego dnia i o każdej porze, mówiąc mi…
Byłbyś człowiekiem, na miarę trwania
Gdyby, twoje sklonowane „Ja”, stanąwszy
Na wysokości zadania, cofając czas
Choć odrobinę, sekundkę zwaną życiem
Podarowały jeszcze jedną szansę
Dla Ciebie







Wbrew sobie... 2017-11-24

Nie dla poklasku, nie dla próżnych namiętności
Nic co mogło stać się, nigdy się nie wydarzyło
Dziś, nader często...
Bez sił już i bez radości
Przyszło oddychać, nie tylko wbrew sobie
I gdyby zapytać, dla kogo to wszystko?
Czego nie wiedziałem, a co mógłbym wiedzieć?
Najszczerzej…machnąłbym ręką
Niech płonie ognisko
A ja wołam, licząc tylko na siebie:
Biorę wszystkie gwiazdy na „świadki”
Że tym, co złego w swym życiu zrobiłem
Mógłbym pół nieba obłudą nakarmić
Prawdziwą pokutą, dziś z mej tacy są datki
Na pohybel światu, wskrzeszywszy trupa
Pora, by na nowo się rodzić
Spod ziemi dobre czyny dobywszy
I jeśli zdołam ów kamień wtoczyć
Rozognioną bramą, ku niebu wybrawszy się drogą
Smagany swą winą, niczym rózgi liktorskie
Rzeźbiące me plecy
Przejdę ciemną doliną, choćby przez ucho igielne












Dzień za dniem... 2017-11-04

Niczym poranny kwiat rosą zakwitły
Zjawiskową mgiełką brzaskiem doskonalszą
Można rzec, któż nią, kto mógłby stać się
Najmilszą i najcudowniejszą
Najwspanialszą...
A ja, jak pies zbity i opuszczony
Nie mogąc trafić do swego domu
W bezkresnym świecie, wciąż bezmyślnie błąkając
Wiosennego oddechu, nie mogąc już dziś pamiętać
Gubię się, gubię się w swej ucieczce pełnej chłodu
Pokonując wciąż zakręt za zakrętem
Nie czując nic i niczego nie pamiętając
Jak liść lekki,niewinny, pąkiem majowym pachnący
Wciąż nie umiem patrzeć, nie umiem nawet zerkać
Nić Ariadny oplótłszy dokładnie me myśli
Nie pozwala roztropnie wegetować , a cóż dopiero
Przetrwać…


Cierpię, ale cóż znaczy cierpienie padalca?
Łza, policzkiem ryjąca swój wąwóz zapomnienia
O Ona wciąż we mnie mieszka
Trwa, ja tymczasem nie będąc sobą, przeżywam
Lecz, czy żyję?
Kocham wciąż, bez opamiętania i z utęsknienia
Zaciskając pięści bezgłośnie wołam…
Czy jeszcze mnie słyszysz, czy chcesz słyszeć, pamiętać?
Powoli, systematycznie układając swą głowę
Na Jej piersi i niczego już nie chcąc
Oddycham… Mówią, że żyję…


Jak maleńki okruszek chleba
Czar powabu, niczym niezmącona woń owego kwiatu
Codzienną chwilą odkrywaną na Twym ciele
I chyba dziś niczego już mi nie trzeba
Poza jednym tlącym i niezmąconym uczuciem
Zastąpionym żalem, samotnością
A ja wciąż pragnąc Ciebie
Żarem, lawą gorejącą, pryzmą aż do omdlenia
Przepaść między nami… miłością nieukojoną
Zasypuję…


Czyżby jutro, jutrem się nie stało?
Być może ? Pewności nigdy nie było…
A ja przez Styks, dziurawą łódką się przeprawiając
Wiosło za wiosłem, na później swe życie odkładam
Wciąż czarną toń mącąc i wcale
Na brzeg, z którego zacząłem podróż
Nie wracając
Tylko Tobie się przyglądam
Za późno już na nadzieję...


Któż inny mógłby kobierzec z róż pąsowych powabniej ukwiecić?
Kto tak cudownie się dla mnie uśmiechał?
Jak mógłbym dziś przez sekundę zapomnieć
Diamentowych iskierek najcudowniej się skrzących
I by wreszcie pożar serc do końca dni naszych wzniecić
Na piedestale niezachwianym postawiwszy swe losy
Splecionymi dłońmi przed tym wszystkim co piękne
Raz w ruch przed laty wprawione, dziś ledwo jeszcze się tlące
Do życia przywrócić, ... rzucić za siebie
Przeprosić, iść razem po bezkresnej łące
Ku przyszłości…







e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]