wind2013 | e-blogi.pl
Blog wind2013
Sentencja pełna życia... 2018-10-30

Niby śpiąc, niby jawy zażywając
Nie na opak, wreszcie swe myśli rozumiejąc
Pragnąc ponad miarę, na najwyższy z możliwych, szczyt...
Się wspinając
Mówiąc, że kocham, jakby niczego nie mówiąc
Nakarmiwszy wpierw swą duszę
Miłości daru, żarem ciała wcale nie przykrywając
Dziś, wiem, że żyję…


Oddycham, wcześniej nie oddychając


Liść... 2018-10-26

Tych parę chwil, dni ostatnio tak szczęśliwych
Liczonych w milionach, miliardach sekund
Czasem modląc się, modląc się o nie żarliwie
Nie sposób ogarnąć, nie sposób ich nie docenić
I kiedy ustał wiatr, wydawać się mogło, wreszcie…
Jak liść, którego miejsca mogą być tylko dwa
Kwitnąc radośnie, unurzanym życiem
Lub opadając wprost ku ziemskości


Że kocham... 2018-10-10

Że będąc pewnym, niczego pewien nie jestem
Więc błądząc krokami, udaję się w drogę
Bo, tak naprawdę, dni w tygodniu mogło być pięć, a nie siedem
A ja, być może, nie będąc kochanym, kocham, miarę swą zatraciwszy
By znów niczego nie będąc pewnym
Lub miłość prawdziwą tracąc
Rachunku sumienia nie uiściwszy
Zaczynam wers, od tego co zabronione…
Nie płacąc


Dziś... 2018-10-07

Kiedy szarpnąłem sznur…
Gruby, konopny, prawdziwie w śmierć upleciony
Jakże wtedy mógłbym przypuszczać
Że ja, powziąwszy tchórzliwą decyzję
Przez belkę, swe życie wnet przerzuciwszy
W ostatnią myśl, egzystencjalną będąc wyposażonym…
Tak nagle, żyć zapragnę, jeszcze i jeszcze…
Znad przepaści cofnąwszy swe ciało
Lotem sokoła, ku niebu dziś wystrzeliwszy
Zmieniając diabła w człowieka
Wykrzyknę jej owe słowa:
Na pohybel ci śmierci!


Ulewa... 2018-10-02

Cudowny deszcz…
Prawdziwa ulewa niezwykłych zdarzeń
Wiem, że tylko egzystowałem…
Trwając…?
Dziś, spoglądam z niedowierzaniem….
Swej twarzy dotykam,... z lękiem, czy aby na pewno?
Serce miłości radosnym bólem, na wskroś przeszyte
Składam w pięcioksiąg tysiąca stron
A może jednak sześć żyć mając?
Łączę, godziny w dni, tygodnie w miesiące...
Od wczoraj, wreszcie oddycham
Tobie Diamenciku dziękując
Wiem już,... mogę tak żyć
Bez bólu, bez cierpienia…
Z tęsknoty za Tobą umierając


Nie wiem... 2018-09-19

Pierwej petentem stojąc w kolejce po miłość
Na korytarzu lub innym przedsionku życia
Niźli dowodząc obcym autoramentem
Nagiąłem łańcuch złożony z ogniw zachwytu
Czy czegoś pragnę? Nie chcę nic więcej…


Tych parę chwil, które dostałem od losu
Nadziewam na sznur surowo konopny, zbyt trwały
Wdziawszy tunikę ze wzorem litości, bez głosu
Skaczę w przepaść zerwawszy linę

Muśnięciem szyi, rozedrgałem emocje do granic zenitu
Chwytając ustami oddech ostatni, cudowny
Nie ochroniwszy się przed ciosami, gardy nie postawiwszy
Rzuciłem kośćmi w szczęście przed siebie
Z lękiem wychodzę z niebytu…


 


 


Pewnie tak... 2018-09-18

Stając się onym wielbłądem
Nie mogąc przecisnąć serca przez ucho igielne
Równocześnie wtaczając ów kamień, którego wtoczyć się nie da
Pierwej woskowych skrzydeł używając wzbiję się ponad ziemię
Niźli w spokoju balastu życia, unurzanego we krwi ostatniej
Rozedrgane emocje zamordowawszy na śmierć, uprzednio
Wygnawszy demony mieszkające we mnie
Smagany gorącym wichrem z lodowatej wody ulepionym
Wyciągam dłoń, ku nieznanemu
I lec przyjdzie mi pewnie prędzej, niż dostąpić łaski spokoju
Harmonii wewnętrznej
Szczypty cukru o smaku soli
Wydziobanej wątroby z mej maski gniewnej


Krótka sentencja... 2018-09-14

Tych parę dni, szesnaście oddechów, może dwadzieścia?
Czym one mają się różnić od tych, które już przeminęły?
Doprawdy nie wiem, jak mam to ująć?
Tych kilkanaście spojrzeń, a może brak dystansu do przejścia…
Czy to może zastąpić miłość ?



Oto ja... 2018-09-10

Magicznym kamieniem rzucanym pod nogi przyszłości?
Srebrnym środkiem być się jednak może okazał
Zdradzieckim nożem wbitym wprost w plecy
Mimicznym odruchem pełnym odrazy
Wskazówką zegara, na opak czas odmierzającym
Pustą klepsydrą, frazesem napełnianą
Źródłem wody pełnej suchości
Rozumu pomieszania
Słońcem z zimna od wieków drżącym
Wiatrem, który nie wiał…
Porywem serca, a może miejsca w którym być miało
Złotym deszczem z wody królewskiej
Księciem bez bajki
Karłem jak wieża
Kartą bez atu
Cielcem bez kruszcu, wartym swej wagi
Człowiekiem bez portu
Słodkiej goryczy
Bezwstydnych braw
Strachu swej sławy
Oto ja…



 


Płomień duszy... 2018-09-09

Niczym samotna trzcina złem smagana
Trwająca bezustanną nadzieją na dobro
Niczym wiatr, którego oddech ciepła nie oznacza
To ja, ustronna zatoka rozszalałym oceanem wezbrana
Czyniąca miłość celem nad wyraz potrzebnym
Skarlałym uczuciem wobec potęgi jej mocy
Twarz kirem żałoby przybrawszy
Dniem rozświetliwszy mrok swej duszy
Nie odróżniając onej od najczarniejszej nocy
Tak przeżywszy to, co nigdy się nie wydarzyło
Tęskniąc za czymś czystym, wzniosłym i dobrym
Maluję swe serce barwą płomienną
Układając bierwiona z pożaru w nadobne stosy


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]