wind2013 | e-blogi.pl
Blog wind2013
Nie wiem... 2018-09-19

Pierwej petentem stojąc w kolejce po miłość
Na korytarzu lub innym przedsionku życia
Niźli dowodząc obcym autoramentem
Nagiąłem łańcuch złożony z ogniw zachwytu
Czy czegoś pragnę? Nie chcę nic więcej…


Tych parę chwil, które dostałem od losu
Nadziewam na sznur surowo konopny, zbyt trwały
Wdziawszy tunikę ze wzorem litości, bez głosu
Skaczę w przepaść zerwawszy linę

Muśnięciem szyi, rozedrgałem emocje do granic zenitu
Chwytając ustami oddech ostatni, cudowny
Nie ochroniwszy się przed ciosami, gardy nie postawiwszy
Rzuciłem kośćmi w szczęście przed siebie
Z lękiem wychodzę z niebytu…


 


 


Pewnie tak... 2018-09-18

Stając się onym wielbłądem
Nie mogąc przecisnąć serca przez ucho igielne
Równocześnie wtaczając ów kamień, którego wtoczyć się nie da
Pierwej woskowych skrzydeł używając wzbiję się ponad ziemię
Niźli w spokoju balastu życia, unurzanego we krwi ostatniej
Rozedrgane emocje zamordowawszy na śmierć, uprzednio
Wygnawszy demony mieszkające we mnie
Smagany gorącym wichrem z lodowatej wody ulepionym
Wyciągam dłoń, ku nieznanemu
I lec przyjdzie mi pewnie prędzej, niż dostąpić łaski spokoju
Harmonii wewnętrznej
Szczypty cukru o smaku soli
Wydziobanej wątroby z mej maski gniewnej


Krótka sentencja... 2018-09-14

Tych parę dni, szesnaście oddechów, może dwadzieścia?
Czym one mają się różnić od tych, które już przeminęły?
Doprawdy nie wiem, jak mam to ująć?
Tych kilkanaście spojrzeń, a może brak dystansu do przejścia…
Czy to może zastąpić miłość ?



Oto ja... 2018-09-10

Magicznym kamieniem rzucanym pod nogi przyszłości?
Srebrnym środkiem być się jednak może okazał
Zdradzieckim nożem wbitym wprost w plecy
Mimicznym odruchem pełnym odrazy
Wskazówką zegara, na opak czas odmierzającym
Pustą klepsydrą, frazesem napełnianą
Źródłem wody pełnej suchości
Rozumu pomieszania
Słońcem z zimna od wieków drżącym
Wiatrem, który nie wiał…
Porywem serca, a może miejsca w którym być miało
Złotym deszczem z wody królewskiej
Księciem bez bajki
Karłem jak wieża
Kartą bez atu
Cielcem bez kruszcu, wartym swej wagi
Człowiekiem bez portu
Słodkiej goryczy
Bezwstydnych braw
Strachu swej sławy
Oto ja…



 


Płomień duszy... 2018-09-09

Niczym samotna trzcina złem smagana
Trwająca bezustanną nadzieją na dobro
Niczym wiatr, którego oddech ciepła nie oznacza
To ja, ustronna zatoka rozszalałym oceanem wezbrana
Czyniąca miłość celem nad wyraz potrzebnym
Skarlałym uczuciem wobec potęgi jej mocy
Twarz kirem żałoby przybrawszy
Dniem rozświetliwszy mrok swej duszy
Nie odróżniając onej od najczarniejszej nocy
Tak przeżywszy to, co nigdy się nie wydarzyło
Tęskniąc za czymś czystym, wzniosłym i dobrym
Maluję swe serce barwą płomienną
Układając bierwiona z pożaru w nadobne stosy


Wiedz to... 2018-09-07

Deszcz,...ach, jak ja kocham deszcz
Szklany dom, otwartością swych ramion mnie przytula
Gdy tak pięknie płacze niebo, ja z nim płaczę
Świat miliona strzelistych wież, niedostępnych kamiennych twarzy
A wśród nich, moje ukryte Ja
Niezasługujące, by żyć


I kiedy każdy dzień torturą ponad miarę się wydaje
Trwam, choć nie wiem dlaczego?
A może tylko wypada trwać?
By upodleniem zapłacić za los
Uregulować opłatę za ziemską przeprawę przez Styks
Wiem to, ku zamkniętej bramie

Deszcz….ach, jak ja kocham deszcz
Znikam w nim, staję się nadludzko niewidzialnym
Przede wszystkim dla siebie
I choćby mi przyszło wnieść, raz jeszcze
Swój najcięższy kamień na samą górę jednej z wież
Wiedz Panie, że nie żyłem


Góra śmieci... 2018-09-03

Żyjąc obok swego ciała, obok serca swego czując
Najwyższych celów już nie osiągając
Na własne życzenie płynąc głównym nurtem marazmu
Nie chcąc niczego, ale i niczego nie oczekując
Trwam, choć nie wiem dlaczego?

Coś, co kiedyś najwyższą nagrodą wydawać się mogło
Dziś, jedynie okruchem rzuconym głodnemu
Tam, za rozpaczy górą mieszkające wciąż dobro
Nie chce poznać się ze mną
Nazywając tę maskę, moją naturą

Czy zatem warto trwać niczym się stając?
Nikim będąc wobec nicości
A może po prostu wiatr ulice zamiatając
Zgarnie i mnie…na stertę śmieci
Zwaną stertą miłości...


Proszę o zapomnienie... 2018-08-31

Strach…, jak wielki strach musi we mnie mieszkać
Smutek…, jakiż kolos wciąż mnie przygniata
Tak…, tak bardzo chciałbym umieć
Nie…, nie zdołam choćby pomyśleć
Że mógłbym… tak zwyczajnie, normalnie…
Zapomnieć


Nie oznacza to jednak już żadnego działania
Wszechogarniająca inercja wobec bycia
Pastorał z niecnych uczynków w dłoni subczłowieka
Wśród nich najważniejszy z grzechów
Grzech zaniechania
Śmierć… drzwi przede mną zamyka

Antyskamadrytą wobec życia się stając
Na piedestale nihilizmu tworząc swą głupotę
Niczego już nie oczekując
Palec przed szyją pod gilotynę wsuwając
Czekam tylko na tę jedną…
Na tę, która mnie wyprzedziła
Wsuwając rękę po łokieć...
Na swą głupotę


Pora... 2018-08-29

Sam wobec tłumu samotności, sam wobec bytu
Razem, gdy odpowiedzieć trzeba na miłość
Sam, gdy umrzeć trzeba
Wobec swej godności
Nigdy nie szczędząc chleba
Kiedy czas dożynek nadchodzi
Mogę na sobie polegać
Wstałem z kolan
Pora odchodzić


 


https://www.youtube.com/watch?v=_eLU5W1vc8Y


Przyjaciel...ostatni 2018-08-26

Kiedy odbrązowiony ideał, bliżej ziemi się znalazł
Odrzuciwszy narrację dobroci ponad miarę imaginowaną
Mógłbym rzec, iż przegrałem, lecz złowieszczy marazm
Stał się mym przyjacielem na czarną godzinę

Nie tędy droga, szepnął umysł
Serce stoicki spokój serwować mi miało
Na dalsze życie mam jednak pomysł
Za dużo tu tlenu, a śmierci za mało


Tymi słowy zamiar ów w czyn zamierzam wprowadzić
Nie szkodząc wszak nikomu
I tylko śmierci godnej szkoda marnować
Na monstrum pełne żałości głodu


Złocisty pocisk, decyzją się w głowie mieniący
Na stole dumnie pośród innych stoi
Przecież mogło się to wydarzyć całkiem przypadkiem
Można rzec cichutko, niechcący

Na szczęście, nie on będzie otwór wybierał
Wiem, że z niego wierny przyjaciel
Jak rzekłem na czarną godzinę
Tak więc, on szeregowym, zaś ze mnie generał
Zastąpisz mi bracie rodzinę…


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]