wind2013 | e-blogi.pl
Blog wind2013
Przeklęte święta... 2018-12-12

Czyżby świąteczna trauma znów wtoczyć się gromem miała?
Czyżby absolut okazał się zwykłą blagą?
Jak przed wiekami
Męka ofiarna
Zawładnąć umysłem
Nie szkiełkiem, nie okiem
Mara cmentarna, na piedestale nauk
Wznosząc swój kielich
Z czary goryczy utkany
Jam jest Twą wiarą, krzyknąć zechciała
Niewyznawanym fatum
Klątwą
Koroną ciernistą
Człowiekiem
Tak bardzo chciałbym, aby boleć przestało
Kamień z gardzieli splunąć pod nogi
Wzruszywszy ziemię, wzmocnić swe ciało
Mamo, przepraszam
Brakuje mi Ciebie


Żyć... 2018-11-28

W psychodelicznym roku, wykluty w przydrożnym rowie
Bez skrzydeł, przeszłości, rąk pustych ogromie
Drzewem, którego przesadzenie, niczym się wydaje
Wykuwszy pytajnik sztyletem odwagi... 
Ja, już oddycham? A może dokładniej zadawszy cios po raz wtóry
Stojąc przed Wami, nadal w wątpliwość ubrany 
Miłości dotknąwszy, śmiem rzec, wreszcie…
Już umiem !


Dziękuję...


...Idę 2018-11-26

Uczciwie sprawę stawiając
Zniszczywszy wszystko, co we mnie słabe
Zapamiętale, brnąc przez spienione życiem tonie
Szkwałem, do snu się okrywając
Nie nauczywszy nikogo, niczego
Kocham wytrwale…
Tak, rzec można, wreszcie żyję
Nie, nie oddycham zbyt pewnie, mimo tego
Bojąc utracić, co tak nadobnym się wydaje
Gryzę wargi ze słomianego strachu utkane
Kochając, zapamiętale, wreszcie 
...


Idę... 2018-11-26

Uczciwie sprawę stawiając
Wywróciwszy wszystko, co powalić się dało
Zapamiętale, brnąc przez spienione życiem tonie
Szkwałem, do snu się okrywając
Nie nauczywszy nikogo i niczego
Kocham wytrwale…
Tak, rzec można, wreszcie żyję
Nie, nie oddycham zbyt pewnie, mimo tego
Bojąc, utracić, co tak nadobnym się wydaje
Gryzę wargi ze słomianego strachu utkane
Kochając, wciąż zapamiętale


Sentencja pełna życia... 2018-10-30

Niby śpiąc, niby jawy zażywając
Nie na opak, wreszcie swe myśli rozumiejąc
Pragnąc ponad miarę, na najwyższy z możliwych, szczyt...
Się wspinając
Mówiąc, że kocham, jakby niczego nie mówiąc
Nakarmiwszy wpierw swą duszę
Miłości daru, żarem ciała wcale nie przykrywając
Dziś, wiem, że żyję…


Oddycham, wcześniej nie oddychając


Liść... 2018-10-26

Tych parę chwil, dni ostatnio tak szczęśliwych
Liczonych w milionach, miliardach sekund
Czasem modląc się, modląc się o nie żarliwie
Nie sposób ogarnąć, nie sposób ich nie docenić
I kiedy ustał wiatr, wydawać się mogło, wreszcie…
Jak liść, którego miejsca mogą być tylko dwa
Kwitnąc radośnie, unurzanym życiem
Lub opadając wprost ku ziemskości


Że kocham... 2018-10-10

Że będąc pewnym, niczego pewien nie jestem
Więc błądząc krokami, udaję się w drogę
Bo, tak naprawdę, dni w tygodniu mogło być pięć, a nie siedem
A ja, być może, nie będąc kochanym, kocham, miarę swą zatraciwszy
By znów niczego nie będąc pewnym
Lub miłość prawdziwą tracąc
Rachunku sumienia nie uiściwszy
Zaczynam wers, od tego co zabronione…
Nie płacąc


Dziś... 2018-10-07

Kiedy szarpnąłem sznur…
Gruby, konopny, prawdziwie w śmierć upleciony
Jakże wtedy mógłbym przypuszczać
Że ja, powziąwszy tchórzliwą decyzję
Przez belkę, swe życie wnet przerzuciwszy
W ostatnią myśl, egzystencjalną będąc wyposażonym…
Tak nagle, żyć zapragnę, jeszcze i jeszcze…
Znad przepaści cofnąwszy swe ciało
Lotem sokoła, ku niebu dziś wystrzeliwszy
Zmieniając diabła w człowieka
Wykrzyknę jej owe słowa:
Na pohybel ci śmierci!


Ulewa... 2018-10-02

Cudowny deszcz…
Prawdziwa ulewa niezwykłych zdarzeń
Wiem, że tylko egzystowałem…
Trwając…?
Dziś, spoglądam z niedowierzaniem….
Swej twarzy dotykam,... z lękiem, czy aby na pewno?
Serce miłości radosnym bólem, na wskroś przeszyte
Składam w pięcioksiąg tysiąca stron
A może jednak sześć żyć mając?
Łączę, godziny w dni, tygodnie w miesiące...
Od wczoraj, wreszcie oddycham
Tobie Diamenciku dziękując
Wiem już,... mogę tak żyć
Bez bólu, bez cierpienia…
Z tęsknoty za Tobą umierając


Nie wiem... 2018-09-19

Pierwej petentem stojąc w kolejce po miłość
Na korytarzu lub innym przedsionku życia
Niźli dowodząc obcym autoramentem
Nagiąłem łańcuch złożony z ogniw zachwytu
Czy czegoś pragnę? Nie chcę nic więcej…


Tych parę chwil, które dostałem od losu
Nadziewam na sznur surowo konopny, zbyt trwały
Wdziawszy tunikę ze wzorem litości, bez głosu
Skaczę w przepaść zerwawszy linę

Muśnięciem szyi, rozedrgałem emocje do granic zenitu
Chwytając ustami oddech ostatni, cudowny
Nie ochroniwszy się przed ciosami, gardy nie postawiwszy
Rzuciłem kośćmi w szczęście przed siebie
Z lękiem wychodzę z niebytu…


 


 


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]